Suche Stawy 69/90... oraz inne mrożące krew w żyłach historie
A miało być tak pięknie: Cracovia wraca pod Wawel, na Suche Stawy, ogrywa Legię i wyrusza w pogoń za poprzedzającymi ją w tabeli drużynami. Wbrew oczekiwaniom w piątkowy wieczór okazało się jednak, że Cracovia bardziej wróciła pod Kopiec Wandy, niż pod Wawel...
Okazało się, że Stawy są bardziej ?Błotniste?, niż ?Suche?, że Legię Cracovia ogrywała, owszem, ale jedynie do 69 minuty meczu, zaś w efekcie niefortunnie strawionego wieczoru zamiast uczestnictwa w pogoni Pasy stały się obiektem zainteresowania przemierzającej pastwiska polskich boisk nagonki.
Jak na ironię wszystko zaczęło się pięknie, by nie napisać: bajkowo. Sprowadzony dopiero co Alex Suvorov potrzebował ledwie 10 minut, żeby zaprezentować swoje umiejętności strzeleckie, a ?Plastik? był tam gdzie być powinien i piłkę odbitą od słupka skierował do pustej bramki.
.
.
Potem było jeszcze lepiej: Dickson Choto postanowił zaprezentować swe umiejętności filologiczne i wdał się z arbitrem prowadzącym spotkanie w dysputę o metafizyce i filozofii. Z powodu wynikłej różnicy zdań czarnoskóry zawodnik otrzymał żółtą kartkę, na którą z kolei zareagował pokazem pantomimy i plucia na odległość. I to nie spodobało się sędziemu Mikulski, który po konsultacji z nie mniej zniesmaczonym sędzią liniowym postanowił od razu pokazać obrońcy Legii kartkę czerwoną. Choto po obejrzeniu wszystkich możliwych kartek zgodził się opuścić plac gry i wydawało się, że lepiej dla gospodarzy ułożyć się ten mecz już nie może. A jednak: mógł.
Cracovia zarówno z jedenastoma, jak i z dziesięcioma Legionistami radziła sobie nieźle, stwarzając sporą ilość sytuacji podbramkowych. Raz po raz Legionistów ratował jednak słupek (po strzale Polczaka w 50 minucie), poprzeczka (po strzale Sachy w 66 minucie), lub też Mucha (po wielu strzałach na przestrzeni wielu minut).
W międzyczasie wydarzyła się jednak najstraszniejsza rzecz ze wszystkich: trener Lenczyk postanowił zdjąć z boiska ?napoczętego? żółtą kartką Arkadiusza Barana i wpuścić na jego miejsce Mateusza Klicha.
Cóż, trener w przerwie zapowiedział piłkarzom, że jeśli przegrają ten mecz, to pół Krakowa będzie się z nich śmiało. Parafrazując te słowa: drugie pół Krakowa w momencie, w którym Klich zastępował Barana łapało się za głowy! Cała historia występów Cracovii w Ekstraklasie w XXI wieku uczy, że kiedy z boiska schodzi Arkadiusz Baran to modlić powinni zacząć się nawet ateiści. Prawdopodobnie modlitwy łatwiej byłyby wysłuchane, gdyby dopomagał im Sławek Szeliga. Mateusz Klich niestety nie wytrzymał presji i już w 69 minucie nie zdążył za wbiegającym przed bramkę Cracovii Szałachowskim. Zawodnik Legii, również wpuszczony na boisko w drugiej odsłonie meczu, zdobył bramkę na 1:1, a w kolejnej akcji asystował przy bramce Grzelaka. Bajka się skończyła, zaczął się horror.
.
.
Nad Suchymi Stawami zawisły czarne chmury, które wywołały anomalie pogodowe w postaci chaosu na boisku i gradu przekleństw na trybunach. Pomimo widocznego zdeprymowania i dźwięczących zapewne w głowach zawodników ostrzeżeń o tym, kto się z nich będzie już wkrótce śmiał Cracovia stworzyła jeszcze przynajmniej trzy bardzo dogodne sytuacje bramkowe. Nie zdołały one jednak odwrócić losów spotkania i faktycznie następnego dnia pół Krakowa śmiało się ? choć może nie do rozpuku, bo także drugiej części Krakowa zwycięstwa Legii nie są zbyt potrzebne.
Zresztą także i wspomniane "drugie pół Krakowa" przestało się śmiać po jakichś dwudziestu godzinach. Ale co się nacieszyli ? to bezapelacyjnie ich. Jak i Pawełek.
W innych spotkaniach uzbrojona po zęby Odra Wodzisław zremisowała z nie całkiem bezbronną Lechią Gdańsk 0:0. Jedyna ofiara tej, pierwszej w kampanii obronnej Wodzisławia, bitwy to były gracz Pasów, Pawka Nowak, który za drugą żółtą kartkę musiał opuścić plac gry w 75 minucie meczu.
Korona Kielce na własnym boisku pokonała Jagiellonię Białystok 1:0. To, że ?Jaga? przegrała na wyjeździe to nie nowość ? dziwić należałoby się, gdyby wygrała. Ciekawostka tkwi w dossier strzelca zwycięskiej bramki dla gospodarzy, Pavola Staňo, który przez ostatnie 1,5 roku bronił barw Jagiellonii. No cóż, barwy w sumie podobne, tylko do ojczyzny bliżej. Jeszcze bardziej interesujące jest stwierdzenie trenera białostoczan, Michała Probierza, który po meczu powiedział, że Stano ? gdyby został w Jagiellonii ? i tak by w niej nie grał, bo w kadrze drużyny są lepsi. Idzie chłop w zaparte. Stano wyrzuci, a na wyjeździe to nie wygra.
Dochodzimy do momentu, w którym wspominana uprzednio druga część Krakowa przestała się śmiać. Było to dokładnie po dwóch minutach meczu GKS Bełchatów ? Wisła Kraków, kiedy to Dawid Nowak skierował piłkę do bramki gości. Od tamtej chwili reprezentanci drugiej połowy miasta nastrojem nie różnią się od pierwszej.
Nieco później Polonia Bytom rozegrała ze Śląskiem Wrocław mecz bez historii. O ile w Wodzisławiu postawili na dozbrajanie, o tyle w Bytomiu się rozbroili. Efekt podobny, bo też 0:0. Tylko pewnie faktury mniejsze.
.
.
W sobotę z wieczora w historycznym, bo ponoć pierwszym w historii polskiej ligi, meczu na sztucznej murawie, Arka Gdynia przegrała na Narodowym Stadionie Rugby z Ruchem Chorzów 0:3. Dobrze poinformowane źródła z Chorzowa twierdzą, że Ruch nie grał w rugby. Co do Arki nie ma takiej pewności, ponieważ kibiców gdyńskiej jedenastki nie wpuszczono na mecz. Podobna operacja ma zostać przeprowadzona jeszcze dwukrotnie ? jest to kara za nieprawidłowe zabezpieczenie derbowego meczu z Lechią, a także meczu ze Śląskiem Wrocław. I Bóg jeden raczy wiedzieć za co jeszcze. Dajcie mi klub, a paragraf zawsze się znajdzie. Choć można też inaczej: dajcie mi paragraf, a powiem wam kogo on nie dotyczy...
W niedzielne popołudnie Zagłębie Lubin podzieliło się natomiast punktami z Piastem Gliwice. Bardziej usatysfakcjonowany tym wynikiem jest zapewne Piast, który grając na wyjeździe do przerwy przegrywał. Zagłębie, mając w perspektywie mecz w Chorzowie, raczej nie ma powodów do zadowolenia. No, może tylko to, że dzięki zdobytemu punktowi ?wykaraskali się? ze strefy spadkowej, wyprzedzając warszawską Polonię. To smutne, że o tym meczu nie da się nawet napisać nic śmiesznego.
Rzeczona Polonia na zakończenie kolejki dotkliwie i w pełni zasłużenie przegrała na własnym stadionie z poznańskim Lechem. I to też nie jest śmieszne ? patrząc na poczynania Štilića i Lewandowskiego. O humorystyczne akcenty zadbał, niezawodny jak zwykle, Piotr Dziewicki. Na grze Polonii znów zamiast ręki Bakero odciska swoje piętno ręka największego polskiego dewelopera. To doprawdy przygniatający ciężar, który zamiast odbudowania solidnej drużyny jak na razie wróży raczej budowlaną katastrofę.
Depesz
Fot. Biś
Komentarze
Zaloguj się lub załóż nowe konto.

Dziękujemy...
Biało-Czerwony
20:28 / 01.03.10